Turnusy rehabilitacyjne

Turnus rehabilitacyjny Garbicz ośrodek „3 korony”, 16-27.03.2014

W dniach 16-27.03.2014 przebywaliśmy z chłopcami na turnusie rehabilitacyjnym w ośrodku „3 korony” w Garbiczu. Garbicz to niewielka miejscowość w woj. lubuskim, ok. 30 km od niemieckiej granicy, znajduje się tam nowopowstały ośrodek intensywnej rehabilitacji dla niepełnosprawnych dzieci. Od naszego miasta Lublina oddalony jest prawie 700 km, więc prawie cały dzień zajął nam dojazd do Ośrodka. Jednak po wyjeździe autem na Krym w ubiegłym roku, chyba nie straszna nam już żadna droga, szczególnie po Polsce.

Jednak do ostatniej chwili nie byliśmy pewni czy uda nam się wyjechać. Choroba Szymonka, dziwna jelitówka bez wymiotów, z dużymi boleściami brzuszka, trzymała nas w napięciu. Ostatecznie po zrobieniu na ostatnią chwilę możliwych badań zaleconych przez naszego lekarza rodzinnego i polepszeniu w sobotę stanu zdrowia Szymonka, po szybkim pakowaniu, w niedzielę rano wyruszyliśmy do Garbicza. Jechaliśmy z niepokojem jak Szymonek poradzi sobie z intensywnymi ćwiczeniami. Jednak chłopcy dali rade i maksymalnie korzystali ze wszystkich zajęć, a było ich bardzo dużo.

Wstawaliśmy o 6 rano, by po śniadaniu od godz. 8 zacząć intensywną rehabilitację ruchową. Z przerwami na obiad i krótki odpoczynek zajęcia kończyliśmy o godz.17. A z takich zajęć korzystaliśmy:

  • Kinezyterapia-rehabilitacja ruchowa
  • Terapia przestrzenna
  • Stymulacja chodu
  • Terapia manulana
  • Logopeda
  • Terapia ręki
  • Hipoterapia
  • Fizykoterpia ( Dawidek miał zabiegi tonolizy-elektroterapie, a Szymonek krioterapie przy użyciu ciekłego azotu)

oraz terapię wodną – basen. I te zajęcia najbardziej podobały się chłopcom. A że szczęśliwym trafem udało się tak, że basen mieliśmy jako ostatni, więc po terapii dzieci w basenie z rehabilitantem, sami wskakiwaliśmy w stroje kąpielowe do basenu i razem z dziećmi kolejne 30,40min przebywaliśmy w wodzie. Chłopcy byli przeszczęśliwi, że załapali się codziennie na podwójny basen.

Ostatniego dnia ćwiczeń, gdy pani rehabilitantka Dawidka zapytała się czy będzie za nią tęsknił, nasz Didek bez skrupułów stwierdził, że nie i szybko pożegnał się z panią.

A oto nasza sesja zdjęciowa z turnusu w Garbiczu.

Poprzedni  Zestaw 1/2  Następny


Turnus rehabilitacyjny Małe Gacno

W terminie 29.09-12.10.2013r, przebywaliśmy z chłopcami na bardzo intensywnej rehabilitacji w Małym Gacnie.

Małe Gacno to wioska, położona pośród Borów Tucholskich, gdzie mieści się specjalistyczny ośrodek rehabilitacyjny „Neuron”. Zależało nam aby pojechać akurat do tego ośrodka, ponieważ jako jeden z niewielu dysponuje specjalnym urządzeniem do nauki chodu - Locomatem.

Turnus rehabilitacyjny Małe Gacno Pomimo powątpiewań terapeutów, że Dawidek jest za mały i za słaby na Locomat, Dawid wszystkich zadziwił, bo świetnie sobie radził na Locomacie, chodząc jak mały robocik.

Turnus rehabilitacyjny Małe Gacno Oczywiście nic nie mogło się odbyć bez taty. Dawidek to prawdziwy synek taty, wszystko musi robić z tatą, śpi z tatą, reperuje z tatą, więc i na Locomacie musiał być z tatą. A że Locomat jest 1 osobowy, a Dawid żeby chodził, musiał też chodzić tata, mieliśmy nie lada wyzwanie. Na pomysł wpadł sam tata, rehabilitanci użyczyli nam bieżni, na której szedł tata, a Dawid brał z taty przykład i szedł na Locomacie. Dzięki temu naszemu małemu piechurowi udawało się przejść do 1000m.

Szymcio za słaby był na Locomat, cały czas pracujemy nad stabilizacją głowy i tułowia i korzystał z innych zajęć niż Dawidek. Miał rehabilitację ruchową, ćwiczenia na pająku, terapię Integracji Sensorycznej, masaż terapię ręki, zajęcia z neurologopedą oraz hipoterapię.

W Małym Gacnie jest o tyle dobrze, że rodzic sam może wybrać, z których zajęć dziecko ma korzystać, oczywiście w porozumieniu z lekarzem. Można się skupić na rehabilitacji ruchowej i większość godzin zaplanować właśnie z tych zajęć. Dzięki temu uniknęliśmy tzw. zapychaczy, zajęć,  z których dzieci aż tak by nie skorzystały. Dawidek oprócz godziny w Locomacie, miał również rehabilitację ruchową - uczył się samodzielnego siadu, nawet przez chwile udawało mu się ten siad utrzymać, ćwiczył też chodząc przy balkoniku. Ponadto również miał SI, masaż, neurologopedę i hipoterapię.


Zajęcia odbywały się od 9. do 17., w zależności od dnia, oczywiście z przerwami na obiad i krótką drzemkę dla chłopców, bo nie wytrzymywali takiego tempa i potrzebny był im odpoczynek. Tak więc właściwie cały dzień schodził nam się na ćwiczeniach. Na zajęciach przebywaliśmy z chłopcami, ja przeważnie z Szymonkiem, a tata z Dawidkiem. Dawidek nie pozwalał, aby go tata opuścił chociaż na krok, nawet krótkie wyjście do łazienki kończyło się płaczem i wołaniem „gdzie mój tatuś”. Terapeuci sugerowali nam, abyśmy zostawili z nimi chłopców na ćwiczeniach, a sami trochę odpoczęli, ale nie dało rady. Po kilku próbach uznali, że jednak nie ma sensu denerwować dzieci, chłopcy są do nas bardzo przywiązani i szkoda, aby mieli nie skorzystać z ćwiczeń. Więc jak zwykle byliśmy z nimi. Ze wszystkich zajęć najbardziej podobała się chłopcom hipoterapia, oraz nauka jazdy na specjalnym rowerku rehabilitacyjnym. Mieliśmy do wyboru aby hipoterapia była prowadzona chodząc w kółko w stajni, lub na dworze. Dla nas wybór był prosty. Jako miłośnicy przyrody i wędrówek wybraliśmy hipoterapię na dworze, a dokładnie to w lesie, ponieważ rzut beretem od stajni był las, więc na hipo chodziliśmy do pachnącego grzybami i jesienią lasu. Pomimo, że był październik, pogoda sprzyjała i chłopcy również byli bardzo zadowoleni.

Tak jak wspomniałam chłopcy nauczyli się też jeździć na specjalnym rowerku rehbilitacyjnym. Rowerek jest tak skonstruowany, aby dziecku ułatwić pedałowanie, dodatkowo posiada zagłówki, pasy, peloty tak aby utrzymać niestabilne ruchowo dziecko. Ale że chłopcy sobie tak poradzą na rowerku - to było dla nas miłe zaskoczenie.

Turnus rehabilitacyjny Małe Gacno Turnus rehabilitacyjny Małe Gacno Dawidek jak tylko załapał pedałowanie to po całym holu szczęśliwy jechał na rowerku, wołając „jade, sam jade”.

Turnus rehabilitacyjny Małe Gacno Szymcia na rowerek wsadziliśmy właściwie dla atrakcji, bo nie przypuszczaliśmy nawet, że i on będzie próbował pedałować. Jednak Szymonek nie chciał być gorszy od brata i na miarę swoich możliwości parę razy udało mu się zapedałować i przejechać samemu kawałeczek drogi. Zdziwiony, co się dzieje, krzyczał sama nie wiem, czy bardziej ze szczęścia, czy ze zdziwienia, co się z nim dzieje. A my rodzice otworzyliśmy buzię ze zdziwienia, gdy patrzyliśmy jak z jednej strony dziecku wisi główka, bo jest takie słabe, a z drugiej strony pedałuje na rowerku i jakby chce nam powiedzieć - mówiłem że was jeszcze kiedyś zadziwię. Jednak całą sytuację najlepiej skwitował Dawidek, mówiąc „kupuj mi tatusiu taki ..werek”. Więc jak tatuś może odmówić swojemu synciowi. Obiecaliśmy dzieciom taki „..werek” i już myślimy, jak zdobyć na niego fundusze.

A po samym przyjeździe z turnusu, dosłownie na drugi dzień w domu zauważyliśmy konkretne zmiany. Dawidek, gdy był wcześniej sadzany z oparciem np. na kanapie, bez kontroli leciał na boki, musieliśmy obkładać go poduszkami aby nie leciał. Niby tylko 2 tyg. turnusu, ale bardzo intensywna rehabilitacja sprawiła, że poczuł się pewniej i sam już potrafi przez dłuższy czas siedzieć, oczywiście na razie jeszcze cały czas z oparciem. Do tego gdy po jakimś czasie leci, potrafi wyciągnąć ręce i zahamować swój upadek. To wyciąganie rąk w sytuacji, gdy traci równowagę, ma kołowane na rehabilitacji przynajmniej od roku, ale dopiero po turnusie nauczył się z tych rąk korzystać.

Wszystko pięknie, fajnie ale jest mały szkopuł: oczywiście koszt takiego turnusu. Na jedno dziecko 5 100 zł jakoś jeszcze jest do przełknęcia, ale przy dwójce dzieci 10 200 zł - to już boli. Chcielibyśmy aby, dzieci mogły częściej korzystać z takich turnusów , bo rehabilitacja jest tam jednak na wysokim poziomie, terapeuci się starają, aby zajęcia dla dzieci były ciekawe, no i w końcu sama ilość godzin i różnorodność rehabilitacji sprawia, że zawsze po przyjeździe jest zauważalny jakiś krok na przód w ich rozwoju.

Wyjazd na następny turnus planujemy w przyszłym roku, o ile środki finansowe nam na to pozwolą.


Turnus rehabilitacyjny w Złotowie

W terminie 17.10.2011-31.10.2011 r uczestniczyliśmy w turnusie rehabilitacyjnym w ośrodku Zabajka 2, w Złotowie koło Piły.

Jechaliśmy tam pełni nadziei, ale nie brakowało nam też obaw, jak nasi chłopcy poradzą sobie ze stawianymi im tam wyzwaniami.

Dawidek  ćwiczy w kombinezonie rehabilitacyjnym Thera Togs

No cóż, na początku było różnie...

Przez pierwszy tydzień była walka chłopaków z nowymi ciociami i wujkami, którzy kazali im robić coś, na co oni akurat w tym momencie nie mieli ochoty. Słychać ich było na całym ośrodku.

Szymonek próbuje się zaprzyjaźnić z Leonem Dawidek  w butach narciarskich uczy się prawidłowego chodu W drugim tygodniu już było lepiej, dzieci zaczęły przyzwyczajać się do otoczenia, nowych ćwiczeń i częściej pojawiał się uśmiech na ich buźkach.


Szymonek  ćwiczy na pająku stabilizację tułowia

Ale pod koniec turnusu było widać ogromne zmęczenie u naszych małych łobuziaków. Dwa dni przed wyjazdem Szymonek dostał gorączki i jednego dnia miał odwołane ćwiczenia. Dopadł go mały wirus, ale odpoczął w sobotę oraz niedzielę i w poniedziałek mógł już znowu ćwiczyć. Dawidek natomiast dzielnie wytrwał do końca, nie opuścił żadnych zajęć, wykorzystał turnus do maximum.

A na brak zajęć nie mogliśmy narzekać. Cały dzień był wypełniony intensywną, globalną rehabilitacją.

Nasz dzień mniej więcej wyglądał tak:

  • 6:00 pobudka, chłopcy piją mleczko, dostają lekarstwa i przystępujemy do zakładania dzieciom specjalnych kombinezonów reh. Thera Togs, których założenie i odpowiednie upięcie jest nie lada wyzwaniem, bowiem potrzeba nam co najmniej 30 min, aby „zapakować” w nich chłopaków.
  • 7:30 śniadanie i zaczynamy długi, ciężki dzień
  • 8:00 magnetostymulacja
  • 8:40 kinezyterapia
  • 9:20 terapia zajęciowa
  • 10:30 hipoterapia
  • 11:20 ćwiczenia na pająku
  • 12:30 terapia wielozmysłowa lub terapia ręki ( zamiennie)
  • 13:00 cranio-sacrale ( terapia czaszkowo-krzyżowa)
  • 13:30 biomasaż
  • 14:00 logopeda
  • 14:30 obiad, chłopcy po obiedzie padali i spaliby pewnie do wieczora, gdyby nie fakt, że to nie był jeszcze koniec zajęć...
  • 16:00 giger/rotor

Po południu odbywały się jeszcze zajęcia grupowe ( zamiennie) takie jak:

  • zajęcia wg Weroniki Sherborne
  • muzykoterapia
  • dogoterapia
  • oraz pokazy sprzętu rehabilitacyjnego.
  • 18:00 kolacja

i po godz.20 wykończeni padaliśmy razem z dziećmi, gdyż na każdych zajęciach przebywaliśmy razem z nimi, wycierając im łzy i mobilizując do pracy.

Spacer Niedziele były wolne i wtedy wszyscy mogliśmy odpocząć, wychodziliśmy na spacer, pogoda akurat dopisywała, a ośrodek leży w przepięknym miejscu nad samym jeziorem, więc było gdzie pospacerować.

Muszę jeszcze wspomnieć o „zabajkowej' kadrze. To rewelacyjni, młodzi, wykwalifikowani ludzie. Każdego dnia bardzo ciężko pracują, lecz zawsze z uśmiechem na ustach, odpowiednim podejściem do dziecka oraz miłym słowem dla rodzica.

Te 2 tygodnie zleciało nam wszystkim bardzo szybko. Zmęczeni ale i szczęśliwi w nocy z 31.X. / 1XI po długiej 8,5 godzinnej podróży wróciliśmy do domu. Po tych 2 tygodniach intensywnej pracy widać już po chłopcach zmiany na lepsze. Szymonek zaczyna lepiej kontrolować głowę, mam wrażenie że częściej skupia wzrok na zabawkach lub na nas. Dawidek nauczył się lepiej kontrolować swoje ciało, zmniejszyło się napięcie w jego rączkach, już w drodze powrotnej do domu potrafił zrobić „brawo”, gdzie wcześniej spastyka rąk na to mu nie pozwalała. Ponadto widać że rozwój umysłowy idzie do przodu, bardzo dużo rozumie, próbuje powtarzać nowe słowa.

Dawid stawia pierwsze kroki w urządzeniu NF Walker W Zabajce nauczył się chodzić w specjalnym chodziku NF Walkerze. To było dla nas nie lada zaskoczenie, ale jeszcze większa radość i ogromna nadzieja. Dawid pierwszy raz w życiu wstawiony do NF Walkera od razu sam zrobił kilka kroków. Chłopcy razem przeszli próbę chodzenia w NF Walkerze i zostali zakwalifikowani jako pacjenci dla których wskazane jest korzystanie z takiego sprzętu na co dzień. Dzieci były przeszczęśliwe, że mogły poznawać otoczenie z innej pozycji niż leżąca. NF Walker jest dla nich ogromną szansą i chłopcy powinni z niego korzystać jak najszybciej, aby nie dopuścić do zaniku odruchu chodzenia, ale też im wcześniej jest użyty Walker, tym efektywniejsze są wyniki jego działania, bowiem w tym „chodziku” dziecko zazwyczaj zaczyna od małych kroków, a kończy na samodzielnym chodzie.

Jest tylko jeden mały szkopuł...

Cena jednego takiego urządzenia to ponad 29 tys. zł !

Byliśmy w szoku, jak tyle może kosztować sprzęt dla niepełnosprawnego dziecka, już nie wspominając o dwójce bardzo chorych dzieci! Na pocieszenie usłyszeliśmy, że gdybyśmy mieszkali w Norwegii ( to tam jest produkowany Walker) to dostalibyśmy bezpłatnie 4 takie urządzenia. Każdy z chłopców miałby po jednym takim Walkerze w domu, oraz po jednym w przedszkolu lub innej placówce. A u nas taki sprzęt nie jest dofinansowywany z NFZ.

Mamy wystawioną fakturę proformę na zakup dwóch takich chodzików ( 2 x 29160zł=58.320zł). Jednak realnie rzecz biorąc myślę, że na razie jeden Walker by nam wystarczył, chłopcy by w nim chodzili na zmianę. Ale skąd wziąć te prawie 30 tys. zł? Wiem jedno poruszymy niebo i ziemię, aby nasze dzieci miały chociażby 1 taki sprzęt, bo jest on dla nich ogromną szansą. Bowiem „w życiu istnieją rzeczy o które warto walczyć do końca”.

A wszystkim Państwu, którzy zechcieliby nam w tym dopomóc, będziemy dozgonnie wdzięczni...

Poprzedni  Zestaw 1/3  Następny

 

Aktualności

Luty 2017

Nowy Rok 2017

Więcej …
 
Styczeń 2016

Nowy Rok

Więcej …
 
Listopad 2015

Jesienne klimaty

Więcej …
 
Czerwiec 2015

Czerwcowe pozdrowienia

Więcej …
 

Osoby online

Naszą witrynę przegląda teraz 14 gości 

© 2011 - 2012, Agnieszka i Sławomir Guściora.

Wdrożenie: StudioJP